Rose obudziły pierwsze promienie słońca, wpadające przez okno. Rysowały dziwaczne wzory na ścianach i łóżku dziewczyny, oświetlając niewielkie pomieszczenie. Od kilku dni nie padało i można by przyznać, że lato w tym roku jest niezaprzeczalnie gorące i słoneczne, a Rose zamierzała w pełni to wykorzystać. Wygramoliła się z pościeli i poszła do łazienki doprowadzić się do jako-takiego porządku. Włosy związała gumką, przebrała się w krótkie spodenki oraz T-shirt i zeszła na dół na śniadanie. W kuchni zastała mamę, która robiła naleśniki, przy stole siedział tata, czytający gazetę, a po całym pomieszczeniu krążyła młodsza siostra, która myszkowała po wszystkich szafkach szukając ulubionych płatków.
- Hej - powiedziała brunetka, wchodząc do kuchni - zrobisz mi 3 naleśniki? - obróciła głowę w stronę mamy, uśmiechając się przymilnie.
- Tak. Siadaj, a ja skończę tylko naleśniki dla Zuzki.
Młodsza córka państwa Reed spojrzała zdziwiona na rodzicielkę.
- Mamo, przecież ja jem płatki, zapomniałaś? - zajrzała z nadzieją do ostatniej szuflady, ale rozczarowanie na jej twarzy było aż nazbyt widoczne. - Widziałaś cheeriosy, Rose? - zwróciła sie do dziewczyny, marszcząc brwi i podpierając się pod boki. Niebieskooka parsknęła śmiechem i pokręciła głową z rozbawieniem, załamując się nad krótką pamięcią siostry.
- Przecież wczoraj chciałaś nakarmić nimi Paísa na dworze. - Poczochrała włosy Zuzce, która natychmiast wybiegła do ogrodu w poszukiwaniu płatków. Nie minęło 30 sekund, a już była z powrotem dzierżąc w dłoni połowę opakowania. Rose zaczęła jeść pierwszego naleśnika z talerza przyniesionego przez jej kochaną mamę.
- Czy ktoś chce jeszcze naleśnika? - pani Reed zwróciła sie do reszty rodziny, ale nikt nie kwapił się z choćby jedną błahą odpowiedzią, więc kobieta odetchnęła z ulgą, odrzuciła ścierkę na blat i usiadła przy stole z kubkiem kawy w ręce.
- Wychodzisz gdzieś dzisiaj? - Po raz pierwszy głos zabrał tata, unosząc głowę znad czasopisma i kierując zaciekawione spojrzenie na Rose.
- Tak. Czy coś nie tak? - Takie pytania rzadko padały z ust rodziciela, więc dziewczyna była co najmniej zdziwiona.
- Naczynia w zlewie czekają specjalnie na ciebie. - Brunetka prychnęła cicho nad swoim śniadaniem i postanowiła walczyć o swoje prawa.
- A Zuzka nie może pozmywać? Miałam zamiar spotkać się z Laylą, a wcześniej zaplanowałam sobie spacer po lesie. Ona - wskazała siostrę palcem - nigdy nic nie robi. To jest niesprawiedliwe.
- Rose, bez dyskusji. Zrób, co ci każe tata, dobrze? - łagodny, acz stanowczy głos mamy ostudził jej gniew, więc dziewczyna wzięła głęboki oddech i z wysoko uniesioną głową podeszła do zlewu. Podczas zmywania podśpiewywała sobie pod nosem, więc reszta domowników przeniosła się na górę, nie chcąc słuchać zawodzenia brunetki.
Rose wyszła z kuchni obrażona i z popsutym humorem. Założyła japonki, czapkę z daszkiem i wybiegła na dwór . Od progu powitał ją lekki wiatr, mierzwiący jej związanego kucyka i kilka pojedynczych kosmyków, które wymknęły się spod gumki. Ruszyła przed siebie z rękami w kieszeniach, chłonąc zapachy, widoki i odgłosy natury. Wyszła przez furtkę, kierując się do lasu i wtedy usłyszała skowyt dobiegający zza krzaków.
Obróciła się i wpatrywała w miejsce, skąd dobiegał ów odgłos. Nagle zadzwonił telefon. To była Layla. Dziewczyny umówiły się na dwunastą w Ogrodzie. Podczas rozmowy Rose przystępowała z nogi na nogę, bijąc się z myślami, czy zajrzeć za krzaki i dowiedzieć się co tam jest. Gdy skończyła rozmowę, postanowiła, że sprawdzi to miejsce, a w razie konieczności ucieknie.
Rozchyliła gałęzie i zobaczyła.. 6 białych kuleczek z czarnymi akcentami. Tymi "kuleczkami" były szczeniaki, które piszczały i skowyczały. Rose rozglądała się, ale nigdzie nie dostrzegła matki maluszków. Zapamiętała miejsce przebywania psiaków i pobiegła lasem, by jak najszybciej znaleźć się w Ogrodzie i powiedzieć o wszystkim przyjaciółce.
wtorek, 18 czerwca 2013
One shoot :)
Tego one- shoota(bo to chyba to) chciałam w pierwszej kolejności zadedykować Natalii, bez której nie byłabym taka jaka jestem... A blog by nie powstał. A nawet jakby jakimś cudem był, byłoby tyle błędów, że nie dałoby się tego zrozumieć. I w ogóle za wszystko...
A w drugiej kolejności wszystkim tym, którzy nie mogą się doczekać wakacji i końca szkoły. Więc m. in. również Natalii ;)
Nie wiem co jeszcze napisać, więc zaczynam...
- Hmmm.... Czemu mnie nie dziwi,że znowu nie dobierasz komórki?-powiedziała przyjaciółka, spoglądając na Laylę i uśmiechając się. Dziewczynę zawsze zadziwiała cierpliwość Rose, której jej samej zawsze brakowało.
-Sorry. Poczekaj na dole, a ja się ubiorę i przyjdę do ciebie..
-Będę w stajni czyścić Asami.
OK.
A w drugiej kolejności wszystkim tym, którzy nie mogą się doczekać wakacji i końca szkoły. Więc m. in. również Natalii ;)
Nie wiem co jeszcze napisać, więc zaczynam...
_____________________________________________
Z pokoju na poddaszu dobiegała głośna muzyka i śpiew.Był to niewielki pokój obłożony boazerią, która poobklejana była zdjęciami, w większości koni i krajobrazów; kartkami z wierszami, złotymi myślami i nie wiadomo czym jeszcze. To przytulne pomieszczenie należało do Layli Dragon.Dziewczyna dała się porwać muzyce, którą puściła prawie na cały regulator. Gdyby zobaczył ją teraz ktoś, kto jej nie znał, pomyślałby, że zwariowała. Dziewczyna śpiewała i tańczyła jakiś nieokreślony taniec, a jej rude włosy podskakiwały w rytm jej kroków. Muzyka zagłuszała głosy dobiegające z dołu w rodzaju "wyłącz to", "Czego ty słuchasz?!" itp. Poszczególne piosenki kompletnie do siebie nie pasowały. Dominował rock, muzyka filmowa i coś przypominające reggae. Niektóre z utworów były bardzo stare, inne powstały niedawno. Layla była teraz w swoim własnym świecie, w którym czas płynie zupełnie inaczej. Przy cichszej piosence Layla usłyszała krzyki z dołu, a rzeczywistość zaczęła powracać. Zatrzymała muzykę i chwilę nasłuchiwała. Po jakimś czasie dołączył jeszcze jeden głos. Damski. Bardzo dobrze jej znany. Nagle w drzwiach pojawiła się jego właścicielka-Rose. Była ubrana w fioletowy T-shirt i krótkie, jeansowe spodenki.- Hmmm.... Czemu mnie nie dziwi,że znowu nie dobierasz komórki?-powiedziała przyjaciółka, spoglądając na Laylę i uśmiechając się. Dziewczynę zawsze zadziwiała cierpliwość Rose, której jej samej zawsze brakowało.
-Sorry. Poczekaj na dole, a ja się ubiorę i przyjdę do ciebie..
-Będę w stajni czyścić Asami.
OK.
* * * * * * *
Layla, ubrana w jeansowe spodenki czerwoną bluzkę na ramiączkach zastała Rose w przedostatnim boksie po prawej stronie stajni. Czyściła ona Asami, która przy czarnowłosej była naprawdę zrelaksowana. Ruda weszła do siodlarni, w której były także szczotki, kopystki itp. Znajdowała się ona w miejscu ostatniego boksu po lewej. Wzięła to co trzeba i przeszła naprzeciwko.Przywitała się z Melodią i zaczęła ją czyścić.Po kilku minutach poszła po ekwipunek do siodlarni, gdzie spotkała Rose.
-Pojedziemy po Paisa, a potem nad jezioro. Co ty na to?
-Zgoda-odpowiedziała z uśmiechem Rose.
Dziewczyny szybko osiodłały konie i wyprowadziły je ze stajni.Jechały stępem, który z czasem przerodził się w kłus, a potem w galop.Zwolniły przy domu Rose
Po osiodłaniu klaczy, wyprowadziła ją przed stajnię.
Przyjaciłóki wjechały do lasu.
-Pojedźmy po Paisa a potem nad jezioro.
-Zgoda.
Dziewczyny jechały teraz szybkim kłusem. Zatrzymały się przy domu Rose, która zeskoczyła z Asami i pobiegła po psa. Wsiadła na konia i obie przyspieszyły do kłusa. Piękny dalmatyńczyk dotrzymywał im kroku przez całą drogę, aż zatrzymały się przy jeziorze na skraju lasu.Słoneczne promienie odbijały się w jego przejrzystej tafli., tworząc niezapomniany widok, który urzekał zarówno Laylę, jak i Rose za każdym razem, gdy go widziały. Przyjaciółki stały na małym niby-podeście, niby- molo, wpatrzone w otaczający je krajobraz: lśniąca woda, kolorowe leśne kwiaty, drzewa, zachwycające swoją różnorodnością i łódka, która stała już od dłuższego czasu przycumowana do "molo". Nagle ktoś zepchnął Rose do wody. Dziewczyna, wyrwana z zamyślenia ze zdziwieniem spojrzała na przyjaciółkę. Jej uśmiech, mówiący coś w rodzaju " No co? Nie patrz tak na mnie!" wyjaśniał, kto jest tym "kimś". Layla wskoczyła do wody za przyjaciółką a następnie ich śladem poszedł Pais.
-Uknułaś to!- powiedziała Rose, śmiejąc się.
-Było warto. Nigdy nie zapomnę twojej miny.
Dziewczyny zaczęły się śmiać i chlapać wodą, poświęcając temu całą uwagę i zapominając o innych rzeczach. Bo w sumie po co ciągle myśleć co będzie później albo co już było. Nie lepiej cieszyć się tym co jest teraz?
-Uknułaś to!- powiedziała Rose, śmiejąc się.
-Było warto. Nigdy nie zapomnę twojej miny.
Dziewczyny zaczęły się śmiać i chlapać wodą, poświęcając temu całą uwagę i zapominając o innych rzeczach. Bo w sumie po co ciągle myśleć co będzie później albo co już było. Nie lepiej cieszyć się tym co jest teraz?
wtorek, 4 czerwca 2013
One-shot ;)
Ta miniaturka nie ma nic wspólnego z opowiadaniem. Lena prosiła mnie, żebym napisała dla Was jakiegoś one-shota i oto jest. ;) Piszcie co o tym sądzicie, jestem bardzo ciekawa. ;D Nie wszystko, co będzie tu napisane, będzie sie zgadzać z opowiadaniem, ponieważ notka ta nie jest konsultowana ze współautorką, a to ona ma najwięcej pomysłów i to dzięki niej mamy już lekki zarys całej historii. ;)
Co do rozdziału... Nwm kiedy pojawi się next... Jestem teraz zabiegana i wraz z Leną teraz poprawiamy co się da, by wyjść z najlepszą średnią. ;) Jak napiszemy, to będzie. ;D
P.S. One-shocik jest dedykowany Tb, Leno, Lena <czy jak to sie tam odmienia ;p>. Wiesz, że Cię lubię? Nie wiesz? To już wiesz! ;**
P.S.2 Dobra, już nie przedłużam, zapraszam do czytania. ;D
_________________
Rose zasłaniała oczy ręką, chroniąc je przed ostrym światłem. Promienie wpadały przez lekko uchylone okno oświetlając twarz dziewczyny. Na łóżku były porozrzucane książki, zeszyty, brudnopisy i kto wie co jeszcze. W pokoju panował okropny bałagan m.in. rozrzucone ubrania na podłodze i wysypana ziemia z doniczek, lecz brunetka zdawała się tym nie przejmować. Przesunęła się o kilka centymetrów i zaczęła intensywnie mrugać, by znikły jej kolorowe plamy przed oczami. Założyła ręce na piersi i przekrzywiła głowę, zupełnie jak País, który czeka na swoją codzienną porcje karmy. Tyle, że dalmatyńczyk ma jeszcze ogon, którym macha z radością na widok jedzenia, a Rose, niestety, nie posiada takiej przydatnej części 'ciała', nie licząc oczywiście kości ogonowej.
Teraz dziewczyna zamyśliła się głęboko i nic do niej nie docierało. Właśnie pukała sie palcem w czoło, myśląc nad najlepszym rozwiązaniem, gdy do pokoju wszedł jej tata. Na jego twarzy malowało się zdziwienie, co można było odczytać ze zmarszczonych brwi i zdezorientowanego wzroku, który skierował na swoją córkę. Gdy się odezwał mówił wolno i spokojnie, jednak dziewczyna znała ten ton. Zapowiadał duże kłopoty.
- Rose, możesz mi powiedzieć z łaski swojej, dlaczego w twoim pokoju jest taki okropny bałagan? Z tego co pamiętam, miałaś iść dzisiaj do Layli, a dobrze wiesz, ze nie wyjdziesz stąd, dopóki...
- Tak, tak. Wiem. - Rose spuściła wzrok i wielkim zainteresowaniem zaczęła oglądać swoje paznokcie - Tylko, że i tak już jestem spóźniona, a musiałam poszukać pewnej rzeczy w tamtym stosie - wskazała porozrzucane papiery na biurku - chociaż i tak jej nie znalazłam. Proszę pozwól mi iść do Layli, posprzątam jak wrócę..
- O nie! Zdajesz sobie sprawę jakie masz prawa i obowiązki, jednym z nich jest sprzątanie pokoju, zanim gdziekolwiek pójdziesz. Kiedy zobaczę, że ten pokój będzie dostatecznie czysty, wtedy będziesz mogła iść - rozejrzał się po sypialni swojej córki - co, jak mi się wydaje, nie nastąpi zbyt szybko - zaśmiał się cicho z własnego żartu, jeszcze raz omiótł wzrokiem pobojowisko oraz cierpiętniczą minę Rose - Nie patrz tak na mnie. Sama sobie na to zasłużyłaś - wyszedł z pokoju, zostawiając dziewczynę z jej pokojem i niezbyt pochlebnym myśleniem na temat swojego rodzica.
Brunetka wzięła głęboki oddech i zaczęła sprzątać. Najpierw zajęła się ubraniami leżącymi na podłodze. Gdy wkładała je do szafy, je myśli na powrót przyjęły ten "właściwy" tor i zapomniały o niesprawiedliwym człowieku, który nigdy nie miał dzieciństwa, jak zwykle mawiała o ojcu Rose. Zamknęła szafę, odetchnęła z ulgą i zabrała się za doprowadzenie do poprzedniego stanu łóżko, którego nie było widać spod ogromnego stosu wszelkiego rodzaju wytworów papierniczych. Dziewczyna miała nadzieję, że znajdzie tą zaginioną kartkę papieru, lecz po raz kolejny nie doceniła poziomu swojego bałaganiarstwa. Zanim powkładała do segregatorów książki i zeszyty oraz poukładała teczki i kartony tak, by nikt sie o nie nie przewrócił przy wejściu, minęło dobre pół godziny, a Rose była zmęczona i straciła dobry humor. Co więcej, po zaginionej rzeczy nie było śladu.
Dziewczyna rozejrzała się po swoim szpitalnym pokoju, w którym teraz panował idealny porządek. Rose skrzywiła się, widząc wszystkie rzeczy poukładane i żeby nie nabawić się przedwczesnej ślepoty, położyła się na kołdrze i wpatrzyła w sufit. Śledziła wzrokiem ciemniejsze plamki, których jej ojciec nie mógł się pozbyć (myślę, że w tym przypadku duży wpływ miała drabina, a raczej jej brak).
Po kilkuminutowym odpoczynku Rose zdecydowała się w końcu wstać. Założyła T-shirt w kolorze jasnej lawendy i obcisłe spodnie w nieco ciemniejszym odcieniu. Dobrała do tego wysokie czarne buty i zeszła na dół, trzymając je w rękach. Pocałowała mamę w policzek na pożegnanie, siostrze poczochrała włosy, a tacie rzuciła spojrzenie spode łba. Gdy w przedpokoju zakładała obuwie, dobiegł do niej głos ojca:
- Posprzątałaś?
Rose odkrzyknęła, że tak, po czym szybko wyszła z domu, trzaskając drzwiami trochę głośniej niz było to konieczne.
Od razu poczuła na twarzy lekki wiaterek, który tarmosił jej czarne włosy na wszystkie strony. Poprawiała wymykające się kosmyki zza uszu, ale już po chwili straciła cierpliwość i z kieszeni wyjęła gumkę do włosów. Nie bawiła się w fryzjera i teraz na głowie miała coś na wzór niedbałego koka. Ruszyła szybko w miejsce spotkań z Laylą, jednocześnie rozglądając się na boki i podziwiając las skąpany w promieniach słońca. W ściółce leśnej toczyło się życie malutkich stworzeń, a po drzewach przemykała się co jakiś czas wiewiórka, najprawdopodobniej szukająca czegoś do rozgryzienia (taki żart ;p). Śpiew ptaków, dobiegający z każdej strony dziewczyny, uspokajał ją i dał odpłynąć natrętnym myślom, które nie dawały jej spokoju.
Już z daleka dostrzegła rudą czuprynę przyjaciółki i jej klacz, Melodię. Po chwili zauważyła swoją Asami i czym prędzej podbiegła do niej, nawet nie witając sie z przyjaciółką. Gdy Rose była zajęta głaskaniem klaczy, Layla podparła się rękami pod boki i głośno odchrząknęła. W odpowiedzi niebieskooka tylko uśmiechnęła sie szeroko i wdrapała na swojego konia. Layla wypuściła ze świstem powietrze i spojrzała w niebo, niemo prosząc o cierpliwość dla siebie. Rose roześmiała się, widząc minę przyjaciółki i ruszyła kłusem. Rozpuściła włosy i pierwszy raz tego dnia poczuła sie naprawdę wolna. Szum drzew, wiatr tarmoszący jej kosmykami i przyjaciółka galopująca z tyłu to wszystko, co było jej teraz potrzebne do szczęścia. Przyspieszyła, zmuszając Asami do galopu, a na wszelki wypadek spojrzała sie przez ramię, czy Layla ją dogania, czy zginęła gdzieś z tyłu. Po chwili dróżka rozszerzyla się i obie jechały teraz obok siebie, ciesząc sie swoją obecnością. Rose zapomniała o rodzicach, pokoju i zagubionej rzeczy. Teraz liczył się tylko przytłumiony stukot kopyt na ścieżce, wiatr we włosach i śmiech jej najlepszej przyjaciółki. Spojrzały się na siebie i równocześnie kiwnęły głową. Layla pojechała przodem, gdzie zniknęła za zakrętem. Po chwili dołączyła do niej Rose i obie wyjechały na wielką polanę, którą przecinał hałaśliwy strumyk rzeki, kończący sie gdzieś między drzewami. Dziewczyny zsiadły z koni i zaprowadziły je do brzegu, by sie napiły. Layla rozglądała się wokoło, jakby była tu po raz pierwszy, ale Rose doskonale ją rozumiała. O tej porze roku łąka wyglądała pięknie. Mnóstwo kwiatów, rozsianych tu i ówdzie i tworzących tęczowy krajobraz wśród przeważającej soczystej zieleni traw i liści z drzew. Słychać było stukot dzięcioła, trele słowików i jakby dobiegający z daleka silnik traktora. Rose przypomniała sobie, jak tata jej opowiadał o polach, które znajdowały się za lasem. Zamknęła oczy wyobrażając sobie wielkie stogi siana, słońce, prześwitujące przez zboża, wiatr kołyszący plonami i siebie samą, w przewiązanej głową chustce, dziurawych spodniach pobrudzonych nawozem i w koszuli w kratę. Odepchnęła od siebie to wyobrażenie wzdrygając sie lekko. Spojrzała na Laylę, jednak ta była zbyt zajęta wspinaniem się na drzewo, by zauważyć badawczy wzrok przyjaciółki. Rose pokręciła głową z rozbawieniem, ale po chwili dołączyła do dziewczyny i w końcu obie siedziały już na rozłożystej gałęzi. Layla położyła się, podparła głowę rękami i zapatrzyła się w liście wiszące nad nią. Czarnowłosa poszla śladem przyjaciółki. Leżały tak razem żyjąc chwilą obecną, nie myśląc o problemach, nie przejmując się niczym. Rozumiały się bez słów i to właśnie cechuje przyjaciółki. Nieme milczenie, które pojawia się między bliskimi sobie ludźmi, ale nie jest ani przytłaczające, ani napięte. Po prostu jest.
_______________
Mogą zdarzyć sie jakieś błędy, bo pisałam szybko. ;)
Pozdrawiam
Fioletoowa
poniedziałek, 3 czerwca 2013
Sweet Home Alabama-Lynyrd Skynyrd
Wstawiam link do jednej z moich ulubionych piosenek i chyba najlepszej piosenki Lynyrd Skynyrd( przynajmniej według mnie). Mam nadzieję, że się Wam spodoba;)
las
To straszne pomyśleć, że giną lasy, chwała i uroda ziemi, aby się zamienić w gazety i tysiące głupich publikacji, które pójdą na śmietnik i do kanałów.
Jan Parandowski
promień
Hej, witam po dłuższej przerwie. Przepraszam za nią, ale byłam na wycieczce do Anglii. Jak znajdę z niej jakieś ładne zdjęcia, to wstawię, ale teraz wstawiam inne:)
Światło jest nietrwałe, gaśnie na wietrze, zapala się od błyskawicy, trudno je uchwycić, niczym promień słońca - a jednak warto o nie walczyć.
Paulo Coelho
Światło jest nietrwałe, gaśnie na wietrze, zapala się od błyskawicy, trudno je uchwycić, niczym promień słońca - a jednak warto o nie walczyć.
Paulo Coelho
Subskrybuj:
Posty (Atom)





