Laylę obudziły krzyki dochodzące z pokoju obok. Były to odgłosy kłótni między jej dwoma starszymi braćmi.Fakt, byli oni kompletnie różni, ale rzadko dochodziło do tak ostrej wymiany zdań. Alek, najstarszy z całej trójki, nie był zbyt skory do kłótni. Sprawy zaczęły się nieco komplikować od czasu, kiedy Marcel, drugi w kolejności, spotyka się z Martyną, której Alek zupełnie nie toleruje. Ale bez przesady...O co może chodzić? Dziewczyna przetarła oczy, przeczesała swoje ognistorude włosy, by wyglądały tak jak zwykle (o uczesaniu nie można było mówić) a następnie włożyła zieloną bluzkę i spodnie w kolorze khaki z wieloma kieszeniami. Zajrzała do braci. Ona jedyna z rodzeństwa miała osobny pokój. W sumie nikt oprócz Rose nie wytrzymałby z nią długo w jednym pomieszczeniu. Otworzyła drzwi i w tym momencie bracia zamilkli.
-Wszystko OK?
-Tak- odburknął Marcel.
Layla wolała się nie wtrącać. Chyba jedyną rzeczą, jaka łączyła charakter Layli i Marcela był wybuchowe usposobienie. Wolała więc się pilnować, poza tym nie chciała wkurzyć brata.
-To ja...będę na dole- powiedziawszy to, zamknęła drzwi i zeszła na dół. Jej tata siedział właśnie nad papierami dotyczącymi hodowli koni Paso Fino, jedynej w Polsce. Tata zajmował się rachunkami, a wszyscy razem dbali o konie. Nie była to duża hodowla- 5 boksów zajętych przez zwierzęta (2 były na stałe). Poza tym Tomasz Dragon był kierowcą tira i dlatego często wyjeżdżał z domu na kilka dni. Najprawdopodobniej już zjadł. Layla po przywitaniu się, wzięła muffinkę, szybko ją zjadła i wyszła z domu . Idąc w kierunku stajni, zadzwonił jej telefon To była Rose. Umówiły się w Ogrodzie za 10 minut. Layla weszła do stajni, gdzie z ulgą zauważyła, że tata nakarmił już konie.Szybko oporządziła Melodię, obiecując sobie, że zajmie się resztą koni po powrocie.
Kiedy była już na miejscu, zauważyła Rose siedzącą na starej fontannie. Wyglądała na podekscytowaną. Zeskoczyła z klaczy i odpięła wodze, pozwalając jej popasać się w ogrodzie. Podeszła do przyjaciółki i usiadła obok niej. Rudowłosa spojrzała wyczekująco na dziewczynę. Rose chciała troszkę pomęczyć Laylę, więc uśmiechnęła się tajemniczo:
- Nie zgadniesz co znalazłam dzisiaj na skraju lasu koło mojego domu...
- Tajemnicze przejście - brunetka parsknęła śmiechem i pokręciła głową.
- Nie. Zgaduj dalej.
- No mów wreszcie!
- A więc... - zawiesiła głos, a Layla była już u kresu cierpliwości - znalazłam... szczeniaki.
- Że what?! - rudowłosa wstała z wrażenia, a jej usta ułożyły się w idealne "O" - no co się nie odzywasz? Opowiadaj!
Rose w skrócie opowiedziała jej całą historię, a następnie spojrzała na przyjaciółkę.
- Co z nimi zrobimy? - Brunetka wiedziała, że nie może zatrzymać wszystkich psiaków, w końcu było ich sześć. Gdy Rose zamartwiała się nad losem zwierząt, Layla już wyobrażała sobie wspaniałe przygody ze szczeniakami.
- Przygarniemy! - rudowłosa powiedziała to stanowczym głosem. Czasem przyjaciółka zazdrościła jej wiecznego optymizmu.
- Nie jestem pewna, czy one "należą" do nas - Rose była bardziej sceptyczna - mogły komuś uciec.
- To zróbmy ogłoszenie, a jeśli nikt się po nie nie zgłosi popytamy w szkole czy ktoś chce szczeniaka, a ja jednego przygarnę.
- A twój tata zgodzi się?
- Tak. Chyba...Wpadnę do ciebie dzisiaj po południu i je zobaczę.
- Ok. To do zobaczenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz