wtorek, 21 maja 2013

Rozdział II


 Layla wbiegła do domu, rzucając buty przy drzwiach i od razu ruszyła na strych. Podobnie jak cały dom, był on bardzo stary. W środku panował półmrok, a światło wychylało tylko kilka nieśmiałych promieni przez niewielkie okna. Layla zapaliła lampę, która oświetliła starą, rzeźbioną szafę, kilka pudełek ze starociami i inne dziwne rzeczy leżące na podłodze. Nie dało się określić przeznaczenia niektórych z nich. Dziewczyna podeszła do szafy. Sprawdziła, czy klucz pasuje do dziurki w wyżej wymienionym meblu. Poczuła ukłucie zawodu, kiedy okazało się, że klucz jest znacznie za mały. Sprawdziła otwory we wszystkich kufrach, kuferkach, szkatułkach, niestety klucz do żadnego z nich nie pasował. Przeszła do innej części strychu, tej najbardziej zagraconej. Szczerze mówiąc, przyznała się sama przed sobą, że dawno tam nie była.Właściwie... od śmierci jej mamy, czyli od roku. Spojrzała na zakurzoną gitarę, opartą o ścianę. Ten widok przywołał bolesne wspomnienia- widok uśmiechniętej i pogodnej twarzy jej matki, grającej na gitarze. Miriam, jej mama, świetnie grała. Layla kiedyś też, ale śmierć rodzicielki sprawiła, że nie mogła przełamać tragicznych myśli i wspomnień. Od tego czasu tak wiele się zmieniło...
Dziewczyna oczyściła gitarę z warstwy kurzu, która pokrywała ją już od miesięcy. Nastroiła ją i zaczęła grać. Czas zaczął tonąć w rytmicznych dźwiękach strun. Niestety, jak nagle się zatrzymał, tak zaczął powracać do świadomości dziewczyny i docierał do niej mówiąc" to już nie wróci".
Nagle dziewczyna dostrzegła dziwnie odstający kawałek podłogi. Wzięła jedną z rzeczy, której przeznaczenia nie sposób było określić, a która przypominała połączenie drutu, widelca i łopaty. Podważyła wystające klepki w podłodze. Jej oczom ukazała się stara, drewniana szkatułka. Dziewczyna włożyła klucz w dziurkę. Pasował idealnie. Przekręciła go i otworzyła wieczko. W skrzynce znajdowało się kilka rzeczy: stary scyzoryk, ręcznie rysowana mapa i plan jakiegoś domu, pióro, mające co najmniej sto lat i zeszyt, wyglądający na pamiętnik. Layla nie mogąc się powstrzymać, zaczęła czytać.
"jechaliśmy długo, ciągle wprzód, a on nie chciał ani na chwilę zwolnić. Wiózł mnie przed sobą na koniu, pędzącym szaleńczym galopem. Musiałma uważać, by Rozalia nie wypadła. Po długiej jeździe wreszcie się zatrzymał. Był cały w czerni, a na twarzy miał chustę. Dziecko na szczęście było całe. W dziwny mężczyzna siłą wepchnął nas do jakiegoś domu. W środku lasu. Nie wiem czemu, ani po co. Nie wiem nawet co myśleć. Wiem tylko, że tu jestem. Czy już na zawsze?"





Jeśli są błędy, przepraszam. Pisałam szybko ;)
 Luna

EDIT: Poprawiłam kilka błędów i literówek. ;)  Luna jest na wyjeździe i z tego co się orientuję, to wraca 30/31 maja. Postaram sie jeszcze dziś dodać one-shota, którego napisałam w przypływie weny, ale niczego nie obiecuję.
Pozdrawiam
Fioletoowa
P.S. Przepraszam, że długo niczego nie było, ale moja kontuzja, wystawianie ocen i kłótnia z rodzicami nie pomagały mi pisać, wręcz przeciwnie. Postaramy się z Luną pisać częściej. ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz