Ta miniaturka nie ma nic wspólnego z opowiadaniem. Lena prosiła mnie, żebym napisała dla Was jakiegoś one-shota i oto jest. ;) Piszcie co o tym sądzicie, jestem bardzo ciekawa. ;D Nie wszystko, co będzie tu napisane, będzie sie zgadzać z opowiadaniem, ponieważ notka ta nie jest konsultowana ze współautorką, a to ona ma najwięcej pomysłów i to dzięki niej mamy już lekki zarys całej historii. ;)
Co do rozdziału... Nwm kiedy pojawi się next... Jestem teraz zabiegana i wraz z Leną teraz poprawiamy co się da, by wyjść z najlepszą średnią. ;) Jak napiszemy, to będzie. ;D
P.S. One-shocik jest dedykowany Tb, Leno, Lena <czy jak to sie tam odmienia ;p>. Wiesz, że Cię lubię? Nie wiesz? To już wiesz! ;**
P.S.2 Dobra, już nie przedłużam, zapraszam do czytania. ;D
_________________
Rose zasłaniała oczy ręką, chroniąc je przed ostrym światłem. Promienie wpadały przez lekko uchylone okno oświetlając twarz dziewczyny. Na łóżku były porozrzucane książki, zeszyty, brudnopisy i kto wie co jeszcze. W pokoju panował okropny bałagan m.in. rozrzucone ubrania na podłodze i wysypana ziemia z doniczek, lecz brunetka zdawała się tym nie przejmować. Przesunęła się o kilka centymetrów i zaczęła intensywnie mrugać, by znikły jej kolorowe plamy przed oczami. Założyła ręce na piersi i przekrzywiła głowę, zupełnie jak País, który czeka na swoją codzienną porcje karmy. Tyle, że dalmatyńczyk ma jeszcze ogon, którym macha z radością na widok jedzenia, a Rose, niestety, nie posiada takiej przydatnej części 'ciała', nie licząc oczywiście kości ogonowej.
Teraz dziewczyna zamyśliła się głęboko i nic do niej nie docierało. Właśnie pukała sie palcem w czoło, myśląc nad najlepszym rozwiązaniem, gdy do pokoju wszedł jej tata. Na jego twarzy malowało się zdziwienie, co można było odczytać ze zmarszczonych brwi i zdezorientowanego wzroku, który skierował na swoją córkę. Gdy się odezwał mówił wolno i spokojnie, jednak dziewczyna znała ten ton. Zapowiadał duże kłopoty.
- Rose, możesz mi powiedzieć z łaski swojej, dlaczego w twoim pokoju jest taki okropny bałagan? Z tego co pamiętam, miałaś iść dzisiaj do Layli, a dobrze wiesz, ze nie wyjdziesz stąd, dopóki...
- Tak, tak. Wiem. - Rose spuściła wzrok i wielkim zainteresowaniem zaczęła oglądać swoje paznokcie - Tylko, że i tak już jestem spóźniona, a musiałam poszukać pewnej rzeczy w tamtym stosie - wskazała porozrzucane papiery na biurku - chociaż i tak jej nie znalazłam. Proszę pozwól mi iść do Layli, posprzątam jak wrócę..
- O nie! Zdajesz sobie sprawę jakie masz prawa i obowiązki, jednym z nich jest sprzątanie pokoju, zanim gdziekolwiek pójdziesz. Kiedy zobaczę, że ten pokój będzie dostatecznie czysty, wtedy będziesz mogła iść - rozejrzał się po sypialni swojej córki - co, jak mi się wydaje, nie nastąpi zbyt szybko - zaśmiał się cicho z własnego żartu, jeszcze raz omiótł wzrokiem pobojowisko oraz cierpiętniczą minę Rose - Nie patrz tak na mnie. Sama sobie na to zasłużyłaś - wyszedł z pokoju, zostawiając dziewczynę z jej pokojem i niezbyt pochlebnym myśleniem na temat swojego rodzica.
Brunetka wzięła głęboki oddech i zaczęła sprzątać. Najpierw zajęła się ubraniami leżącymi na podłodze. Gdy wkładała je do szafy, je myśli na powrót przyjęły ten "właściwy" tor i zapomniały o niesprawiedliwym człowieku, który nigdy nie miał dzieciństwa, jak zwykle mawiała o ojcu Rose. Zamknęła szafę, odetchnęła z ulgą i zabrała się za doprowadzenie do poprzedniego stanu łóżko, którego nie było widać spod ogromnego stosu wszelkiego rodzaju wytworów papierniczych. Dziewczyna miała nadzieję, że znajdzie tą zaginioną kartkę papieru, lecz po raz kolejny nie doceniła poziomu swojego bałaganiarstwa. Zanim powkładała do segregatorów książki i zeszyty oraz poukładała teczki i kartony tak, by nikt sie o nie nie przewrócił przy wejściu, minęło dobre pół godziny, a Rose była zmęczona i straciła dobry humor. Co więcej, po zaginionej rzeczy nie było śladu.
Dziewczyna rozejrzała się po swoim szpitalnym pokoju, w którym teraz panował idealny porządek. Rose skrzywiła się, widząc wszystkie rzeczy poukładane i żeby nie nabawić się przedwczesnej ślepoty, położyła się na kołdrze i wpatrzyła w sufit. Śledziła wzrokiem ciemniejsze plamki, których jej ojciec nie mógł się pozbyć (myślę, że w tym przypadku duży wpływ miała drabina, a raczej jej brak).
Po kilkuminutowym odpoczynku Rose zdecydowała się w końcu wstać. Założyła T-shirt w kolorze jasnej lawendy i obcisłe spodnie w nieco ciemniejszym odcieniu. Dobrała do tego wysokie czarne buty i zeszła na dół, trzymając je w rękach. Pocałowała mamę w policzek na pożegnanie, siostrze poczochrała włosy, a tacie rzuciła spojrzenie spode łba. Gdy w przedpokoju zakładała obuwie, dobiegł do niej głos ojca:
- Posprzątałaś?
Rose odkrzyknęła, że tak, po czym szybko wyszła z domu, trzaskając drzwiami trochę głośniej niz było to konieczne.
Od razu poczuła na twarzy lekki wiaterek, który tarmosił jej czarne włosy na wszystkie strony. Poprawiała wymykające się kosmyki zza uszu, ale już po chwili straciła cierpliwość i z kieszeni wyjęła gumkę do włosów. Nie bawiła się w fryzjera i teraz na głowie miała coś na wzór niedbałego koka. Ruszyła szybko w miejsce spotkań z Laylą, jednocześnie rozglądając się na boki i podziwiając las skąpany w promieniach słońca. W ściółce leśnej toczyło się życie malutkich stworzeń, a po drzewach przemykała się co jakiś czas wiewiórka, najprawdopodobniej szukająca czegoś do rozgryzienia (taki żart ;p). Śpiew ptaków, dobiegający z każdej strony dziewczyny, uspokajał ją i dał odpłynąć natrętnym myślom, które nie dawały jej spokoju.
Już z daleka dostrzegła rudą czuprynę przyjaciółki i jej klacz, Melodię. Po chwili zauważyła swoją Asami i czym prędzej podbiegła do niej, nawet nie witając sie z przyjaciółką. Gdy Rose była zajęta głaskaniem klaczy, Layla podparła się rękami pod boki i głośno odchrząknęła. W odpowiedzi niebieskooka tylko uśmiechnęła sie szeroko i wdrapała na swojego konia. Layla wypuściła ze świstem powietrze i spojrzała w niebo, niemo prosząc o cierpliwość dla siebie. Rose roześmiała się, widząc minę przyjaciółki i ruszyła kłusem. Rozpuściła włosy i pierwszy raz tego dnia poczuła sie naprawdę wolna. Szum drzew, wiatr tarmoszący jej kosmykami i przyjaciółka galopująca z tyłu to wszystko, co było jej teraz potrzebne do szczęścia. Przyspieszyła, zmuszając Asami do galopu, a na wszelki wypadek spojrzała sie przez ramię, czy Layla ją dogania, czy zginęła gdzieś z tyłu. Po chwili dróżka rozszerzyla się i obie jechały teraz obok siebie, ciesząc sie swoją obecnością. Rose zapomniała o rodzicach, pokoju i zagubionej rzeczy. Teraz liczył się tylko przytłumiony stukot kopyt na ścieżce, wiatr we włosach i śmiech jej najlepszej przyjaciółki. Spojrzały się na siebie i równocześnie kiwnęły głową. Layla pojechała przodem, gdzie zniknęła za zakrętem. Po chwili dołączyła do niej Rose i obie wyjechały na wielką polanę, którą przecinał hałaśliwy strumyk rzeki, kończący sie gdzieś między drzewami. Dziewczyny zsiadły z koni i zaprowadziły je do brzegu, by sie napiły. Layla rozglądała się wokoło, jakby była tu po raz pierwszy, ale Rose doskonale ją rozumiała. O tej porze roku łąka wyglądała pięknie. Mnóstwo kwiatów, rozsianych tu i ówdzie i tworzących tęczowy krajobraz wśród przeważającej soczystej zieleni traw i liści z drzew. Słychać było stukot dzięcioła, trele słowików i jakby dobiegający z daleka silnik traktora. Rose przypomniała sobie, jak tata jej opowiadał o polach, które znajdowały się za lasem. Zamknęła oczy wyobrażając sobie wielkie stogi siana, słońce, prześwitujące przez zboża, wiatr kołyszący plonami i siebie samą, w przewiązanej głową chustce, dziurawych spodniach pobrudzonych nawozem i w koszuli w kratę. Odepchnęła od siebie to wyobrażenie wzdrygając sie lekko. Spojrzała na Laylę, jednak ta była zbyt zajęta wspinaniem się na drzewo, by zauważyć badawczy wzrok przyjaciółki. Rose pokręciła głową z rozbawieniem, ale po chwili dołączyła do dziewczyny i w końcu obie siedziały już na rozłożystej gałęzi. Layla położyła się, podparła głowę rękami i zapatrzyła się w liście wiszące nad nią. Czarnowłosa poszla śladem przyjaciółki. Leżały tak razem żyjąc chwilą obecną, nie myśląc o problemach, nie przejmując się niczym. Rozumiały się bez słów i to właśnie cechuje przyjaciółki. Nieme milczenie, które pojawia się między bliskimi sobie ludźmi, ale nie jest ani przytłaczające, ani napięte. Po prostu jest.
_______________
Mogą zdarzyć sie jakieś błędy, bo pisałam szybko. ;)
Pozdrawiam
Fioletoowa
Mi się podoba, super. :) Czytała szybko więc nie zwracałam uwagi na błędy. ;) Lubię Rose i fajna końcówka. Przepraszam, że nie komentowałam, ale szkoła. Chcę już wakacje! Gdy pojawi się nowy rozdział to powiadomcie mnie o tym. :)
OdpowiedzUsuńWeny!
http://oczami-scarlett.blogspot.com/